Objawy neurologiczne - odchylenie głowy i paraliż
Daje przykład od jakiegoś roku pokazała się choroba u kóz dotąd nie opisana nigdzie. A że ja prowadzę doradztwo telefoniczne dla koziarzy w sytuacjach problematycznych- chorobowych, żywieniowych itd. napotykałam się z tymi samymi objawami. Zanim zacznie to być badane i diagnozowane minie pewnie na polskie realia z 20 lat.Choroba ta jest wredna naprawdę złośliwa za każdym razem doprowadzająca do śmierci ale ja znalazłam na nią sposób. I jak do tego doszłam ? Najpierw jak dzwonili do mnie hodowcy i opisywali przebieg choroby do upadku nie mogłam kompetentnie przepisać tego do żadnej choroby która już istniała, zaczynało się biegunką na przemienną z zaparciami,utrata laktacji całkowicie, chudniecie. Nic więcej kozy miały apetyt jadły normalnie zero kaszlu zero jakichkolwiek innych objawów. Głupiałam z poradą jak leczyć bo nic nie przynosiło skutków bo nie mieli dostępu do weta który by porządnie przepadał i zdiagnozował ja też z daleka mało co mogłam zrobić. Do momentu gdy choroba ta pojawiła się u mnie. Jednak koza szczyt laktacji zaczęła się biegunka to wdrożyłam leczenie przeciwbiegunkowe, później zatwardzenie leczenie przeciw zatwardzeniom. Utrata laktacji i już wiedziałam że to większy problem to ten problem co pojawia się w całej Polsce w wielu hodowlach. Zrobiłam badanie moczu obecna bilirubina. Wdrożyłam leczenie wątroby, poprawy nie było. Koza chudła z dnia na dzień coraz słabsza. Stwierdziłam jestem na to za cienka wezwałam weta - leczenie i nic zero popraw, drugiego - nic zero poprawy , trzeci - nic zero poprawy. Między czasie padanie na pasożyty - wynik ujemny. Badania na krew - anemia leczenie ale zero poprawy. Koza już się położyła , nie wstała umarła przez uduszenie się własnymi wymiocinami bo w nocy stanął żwacz i się zapienił. Trwało to wszystko koło 3 tygodni u mnie u innych hodowców tydzień. Zrobiłam sekcję wykryłam że woreczek żółciowy był 6krotnie powiększony, przesiew żółci nie skazał kamienicy żółciowej. Przepływ żółci był nie zatkany. Stan zapalny płuc ( nie kaszlała nie miała katary nie miała gorączki) stan zapalny osierdzia, wzdęcie woda w otrzewnej i jelitach. Sekcja dużo mi powiedziała więc gdy zachorowała po 5 miesiącach kolejna koza wiedziałam już po przeanalizowaniu jakie wdrożyć leczenie. Koza przeżyła jest w świetnej kondycji.Co najlepsze gdy dzwonią do mnie ludzie i mówią o tych objawach każe im zrobić badanie moczu i wychodzi bilirubina mówię im jak mają leczyć i to przynosi skutek. To sekcja pokaże zawsze gdzie jest problem. Nie mam możliwości by wychwycić co to za bakteria czy wirus bo nie mam sprzętu ale po zaatakowanych miejscach wiem jakie wdrożyć leczenie. I to mnie dziwi, że weci w PL są tak ograniczeni że nie drążą tematu od razu skreślić sztukę i wybić stado ale nie na tym polega leczenie. Czy to technik czy lekarz ma obowiązek szukania przyczyny ! A jak oni zawodzą to ny hodowcy powinniśmy o to zadbać.


  PRZEJDŹ NA FORUM